Wrzesień.
Niektórzy uczniowie jeszcze
pierwszego dnia tego magicznego miesiąca, leżą pewnie sami nie świadomi tego
gdzie oraz jakim sposobem znaleźli się w tym miejscu w którym teraz są, ale co
to jest za cena poprzedniej imprezy dla nich, proszę was. Są też tacy co jeszcze
żyją wspomnieniami z wakacji lub robią wszystko aby przynajmniej jakąś ich
cząstkę przywrócić. Każdemu przychodzi na myśl co innego, myśląc o wrześniu, że
znów zostaną zamknięci, zniewoleni, lecz ja? To właśnie dzięki niemu
zobaczyłam, poczułam, a nawet zakochałam się w mojej wolności. Moim zdaniem wolność
nie ogranicza się jedynie do poczucia chwili, momentu w którym możemy powiedzieć
albo zrobić to co chcemy i gdzie chcemy. Możemy wolność zobaczyć we wszystkim.
Dla spragnionych wolnością jest nawet zwykła szklanka wody. Dla Głodnych,
jedzenie. Dla ciężko chorych, śmierć. Dla samobójców? Pomoc. Wiec jak widzicie,
czasem sami nie wiemy czym jest wolność o którą tak bardzo walczymy, walcząc
czasami o coś co jest nam mniej potrzebne. Każdy z nas swoją wolność zobaczy
dopiero na końcu. Dopóki nie doświadczymy jej, będziemy cały czas o niej mówić,
dlatego, że jej pragniemy.
Dla mnie wolnością stał się on.
Wolnością do słowa, szczęścia, uczuć i uśmiechu. Za co Ci ogromnie dziękuję.
Znacie
to uczucie gdy sam nie słyszysz swoich myśli? Gdy przez ciągły hałas, a zarazem
chaos panujący dookoła, uważasz, że lepszym rozwiązaniem będzie się kompletnie
wyłączyć? Wtedy czujesz wszystko coraz bardziej. Wszystkie twoje zmysły są
bardziej pobudzone. Pracują na coraz większych obrotach, zatracając się w nich.
Tak właśnie zrobiłam. Czuję na sobie lekki podmuch wiatru, który co jakieś kilka
sekund podwiewa mi moje różano złote włosy, lecz założę się, że nikt z
gnających , nie wiadomo gdzie i po co ludzi, nie czuje go. Więc może dlatego
wiatr się na nich wszystkich obraził i karze ich w postaci mokrych od potu
koszulek, żeby to poczuć nie potrzeba jakiegoś mocno pobudzonego węchu,
uwierzcie mi. Czuję również promienie słońce, muskające moją dopiero co
wyrobioną opaleniznę. Muszę przyznać, że w tym roku, słońce zlitowało się dla
mnie i coraz częściej jego w tym roku wyjątkowo ciepłe promienie, odwiedzały
mój mały ogródek. Chociaż wiem, że i tak sam los już nie jest i nigdy ,nie
będzie dla mnie na tyle miły by sprawić, żeby moje wysiłki, zmiany strony
opalania co trzydzieści minut na w dodatku nie wygodnym leżaku, pobyły ze mną
dłużej niż miesiąc. Nie oceniajcie mnie. Każdy z was pewnie czyta gdzieś w
internecie lub nawet sięgną po tą jeden z tych żenujących magazynów dla
dziewczyn by uzyskać porady. Tak też zrobiłam ja i wy wiec zachowajmy to dla
siebie. Jak już mówiłam, każdy z zmysłów się wyostrza kiedy odlatuje się gdzieś
na jakąś chwilę i w tym momencie nie
wiem czy to jest plus, dlatego, że poczułam dziesięć razy bardziej zapach lukrecji,
których tak bardzo nienawidzę. Przypomniało mi to, że właśnie stoję na parkingu
przed moim nowym wyzwaniem, a z samochodu właśnie wysiadł mój tata, wnioskuję
po lukrecjach.
- Cóż…Ja i ty wiemy, że nie
jestem dobry w ojcostwie, ale gdy twoja jedyna córka stoi już chyba z dziesięć
minut przed szkołą z zamkniętymi oczami i głową do samej góry to chyba znak, że
powinienem jednak wysiąść z auta.
Nagle zdałam sobie sprawę z
sytuacji. Jakaś nowa dziewczyna, której nikt nie zna stoi na parkingu sama jak
jakiś odludek na do datek mogę sobie wyobrazić z jakim wyrazem twarzy stałam,
gdy błądziłam myślami odlatując gdzieś daleko. To spowodowało, że natychmiast
otworzyłam oczy napotykając zmartwioną, a zarazem roześmianą twarz mojego taty
z jedną lukrecją w ustach i kilkoma jeszcze w ręce. Jedną z najbardziej pewnych
rzeczy o moim tacie jest to, że kocha, wróć, wielbi lukrecje.
-Od razu lepiej, może nikt tego
nie zauważył i nie zrobiłaś mi tak wielkiej siary.-Powiedział udawaną
przejęciem, rozglądając się teatralnie na boki w poszukiwaniu jakiś gapiów.
Zdecydowanie nie mam normalnego
ojca, ale pomimo tego dziękuję bogu za takiego. Jest jedyną moją rodziną.
Pewnie zastanawiacie, a co z twoją mamą? Odpowiedź jest prosta- nic, pewnie
teraz siedzi zalewając swoje życie alkoholem z mężem numer 5 który jest jeszcze
ślepo w nią zapatrzony, nie zauważając jej mały (ja bym to nazwała dużym)
problemem z alkoholem. Nie ma się co przejmować, żyję już bez niej od 6 roku
życia i dobrze mi z tym. Nie wiem czy lepszym widokiem dla 6 latki by był już
zdrada matki z kochankiem, czy zdrada z kolejną pełną szklanką Jack’a Daniels’a.
Westchnęłam. Odwróciłam wzrok ku mojemu tacie patrząc jak usiadł na masce
swojego ukochanego mercedesa, przeżuwając przed ostatnią lukrecję i popatrzył
tym razem na mnie z zmartwieniem i…smutkiem w oczach.
- Teraz tak na poważnie. Jest mi
naprawdę przykro, że musieliśmy się przeprowadzić. Jakbym mógł nigdy bym tego
nie zrobił, ale tak czasami bywa w życiu, że nabiera ono nowy kierunek. Jeżeli
życie daje ci kilka dróg do przebycia mogę Ci powiedzieć, że jesteś
szczęściarą. Wiem, miałaś tam dużo znajomych, przyjaciół i własne miejsca, lecz
wiem też to, że tutaj też je znajdziesz, a kto wie może nawet lepsze.
-Skąd to wiesz? -powiedziałam z
powątpieniem.
-Przeczucie. Jeżeli miałbym
obstawiać na jedną osobę do końca życia, byłabyś to ty. Nie mówię Ci to dlatego
bo jesteś moja córką tylko, dlatego bo jesteś jedyną tak niezwykle inteligentną
osobą jaką znam. Można powiedzieć, że sama siebie wychowywałaś, dlatego , że
sam tego nie potrafiłem zrobić co sprawia, że jesteś inteligentniejszą ode mnie
co mnie przeraża, ale nie mów nikomu, że tak powiedziałem.- skończył lekko się
śmiejąc, przez co ja też się zaśmiałam razem z nim.
-A więc teraz ruszaj swoje cztery
litery i pokaż im wszystkim.- powiedział, wstając z maski samochodu, rzucając
we mnie kawałkiem lukrecji. Z piskiem, a zarazem śmiechem , uchyliłam się przez
kawałkiem tego ohydnego łakocia, okręcając się na pięcie i rzucając jeszcze
przez ramie do niego jeden z moich najszczerszych uśmiechów i pobiegłam do bram
mojej nowej drogi w życiu. Wszystko szło dobrze, przeskakiwałam co dwa stopnie,
pnąc się do góry by dotrzeć do wejścia, ale oczywiście zawszę gdy robię coś pod
wpływem emocji i myślę, że zaczyna mi to wychodzić, wychodzi tak jak nie
powinno. Drzwi które myślałam, że są ciężkie i trzeba użyć całej swojej siły
żeby je otworzyć, okazały się chyba najbardziej lekkimi drzwiami jakie w życiu pchałam.
Drzwi otworzyły się z taką siłą i zapachem, że trudno by było potem powiedzieć,
że nie zrobiłam ,,wejścia smoka”. Nagle zajęcie robione przez każdą osobę na
korytarzu zostało przerwane, a oczy każdego były skierowane w moją stronę. W
niektórych widziałam zdziwienie, w innych zaciekawienie, konsternację, lecz gdy
odwróciłam wzrok na grupkę dziewczyn które były chyba najbardziej rzucającym
się elementem, dlatego, że nie trudno było zobaczyć, a raczej czego nie
zobaczyć na ich ciele, ktoś chyba zgubił drugą część garderoby, dostałam od
nich takie spojrzenia nienawiści , że zastanawiałam się czy na pewno ich nie
znam i czegoś im nie zrobiłam. Lecz naglę jakby zbawienie, przerwał krzyk
jakieś dziewczyny
-Cholera jasna!
Oczami szukałam właścicielki tych
bardzo dobranych słów opisującą moją obecną sytuacje i nagle zauważyłam.
Przerażona nagle jak oparzona popędziłam w jej stronę. Zobaczyłam, że trzyma
rękę na czole, a wokół jej walają się prawdopodobnie jej zeszyty i książki.
Wnioskując po wielkiej czerwonej planie na czole która była widoczna nawet
wtedy kiedy zasłaniała ją ręką, wnioskuję, że to na pewno była sprawka mojego
popisu z drzwiami.
- O mój Boże! Bardzo przepraszam!
Nie widziałam Cię! To wszystko przez te drzwi, jestem tu nowa i myślałam, że są
sto razy cięższe! Nic ci nie jest? Jezu jaka ja jestem głupia , na pewno coś ci
jest! Mogę Cię odprowadzić do pielęgniarki, ale nie wiem gdzie jest, musiałabyś
mnie poprowadzić, ale zawszę mogę poszukać jakiegoś lodu lub zimnej wody i..-
mój słowotok, spowodowany paniką, przerwał nagle…śmiech? Nie jakiś nie szczery,
czy udawany , lecz najszczerszy i najgłośniejszy śmiech jaki słyszałam.
-Przepraszam, zazwyczaj tak mam
gdy jestem w nowych sytuacjach i pod wpływem paniki.- powiedziałam, gdy śmiech
dziewczyny zmniejszył swoją częstotliwość. Nieznajoma otworzyła oczy, które
wcześniej były zamknięte przez śmiech. Popatrzyła się na mnie i dopiero wtedy
zobaczyłam jak dokładnie wygląda, a wygląda na bardzo sympatyczną osobę. Miała
rude lekko falowane włosy, które opadały jej kaskadami na jej szczupłe ramiona,
które były odziane w szary sweter. Jej twarz była przybrana nadal uśmiechem
takim który zachęcał cię do życia, a jej zielone oczy śmiały się również tak
samo jak usta. Muszę przyznać, że w tym momencie poczułam się zazdrosna.
-Spoko, rozumiem. Też kiedyś
byłam nowa i nadal niektórzy myślą, że nią jestem. Nie masz co się przejmować,
staraj się tylko nie podpaść tej grupce księżniczek- powiedziała, kończąc
pokazując na grupkę dziewczyn które wcześniej obrzuciły mnie tym bardzo
milutkim spojrzeniem, zauważyłam też, że już przestały interesować się moją
osobą i zaczęły gadać na chyba bardzo interesujący temat, patrząc na zawzięte
miny na każdej z nich twarzy. Teraz już wiem, dlaczego noszą tak skąpe i
odsłaniające ubrania. Każdy kto by na nie popatrzył zastanawiał by się czy na
pewno nie pomyliły dróg do szkoły, a wybiegiem. Wszystkie miały idealną figurę,
taką jaką nawet modelki Victoria Seacret by pozazdrościły, idealne gęste włosy
i rzęsy sięgające ku niebu. Jak tak dalej pójdzie i każda napotkana dziewczyna
w tej szkole będzie wyglądać tak jak te które napotkałam dotychczas to będę
musiała udać się na jaką terapię grupową odnośnie niskiej samooceny no i nie
obędzie się po drodze wstąpić do dobrego dietetyka. Czekaj od ilu lat można
przeprowadzić operacje plastyczną?
- Nie wiem, ale stawiałam bym
między 18, a 22 rokiem życia. No chyba, że masz wyluzowanych rodziców wtedy to
chyba nie masz się czym martwić, chociaż ty tym bardziej nie masz czym bo nie
potrzebujesz jej.- Odpowiedziała ze śmiechem.
O nie, powiedziałam to na głos.
- A teraz jeżeli też myślisz o
przejściu na jakąś dietę.- od razu zwróciła moją uwagę od tych perfekcyjnych
sylwetek do jej twarzy. Kurczę to też powiedziałam?
-To mam dla ciebie małą
propozycję.- powiedziała tak jakby układała w głowię plan doskonały.
-Jaką?- powiedziałam z
zaciekawieniem.
- Co ty na to, abym oprowadziła
Cię trochę po szkole i potem razem poszły na zajęcia, a gdy jednak odpuścisz sobie plan diety, to aby
pójść na stołówkę zjeść jakiegoś cheesburgera?
Zaśmiałam się. Chyba naprawdę ją
polubię, ale zaraz…
-Skąd wiesz, że mamy razem
zajęcia?
Nagle spoważniała.
-Nie mów nikomu, ale mam taki
jakby dar, przewiduję przyszłość i od razu gdy walnęłaś mnie drzwiami
zobaczyłam jak razem idziemy na zajęcia. Tylko naprawdę nie mów temu nikomu,
dlatego, że będę musiała się wyprowadzić z miasta, kto wie, może nawet z
kraju.- odpowiedziała z powagą i przejęciem.
Teraz to naprawdę się spietrałam.
- Ja…j-a…nie mam komu powiedzieć, bo wiesz jestem
nowa, ale – nie dane było mi dokończyć, znów.
-Przepraszam, ale uwielbiam nabierać
ludzi….-Powiedziała, gdy skończyła się nabijać ze mnie. -To jak z tym lunchem?
- No nie wiem to trudna decyzja.-
powiedziała z udawaną powagą.
-Dorzucę frytki i cole! Na mój
koszt!
- Jak tak poważnie stawiasz
sprawę to ci teraz nie odmówię.- odpowiedziałam
I nagle jak na zawołanie w tym
samym czasie jakby nasze mózgi działały w tym samym czasie, wy buchnęłyśmy
niekontrolowanym śmiechem. Teraz jestem pewna, że było słychać nas na całą
szkołę i każdy zastanawiał się w niej czy ktoś nie wpuści do szkoły hien, lecz
o dziwo, nie czułam w tym momencie jakby mi to przeszkadzało.
Komentarze
Prześlij komentarz