Przejdź do głównej zawartości

Rozdział 3

- Przepraszam, czy te słowa, które wyleciały z tych twoich małych usteczek były skierowane do mnie? – powiedział z kpiną w głosie, uśmiechając się przy tym, pokazują chyba najbardziej idealne zęby świata.
Stał tak blisko, że mogłam zobaczyć każdy detal jego skóry. Dostrzegłam dwa maluteńkie pieprzyki – jeden który znajdował się niedaleko jego pełnych i pięknych, jak dzieło sztuki ust, a drugi koło lewego oka. Nie ma żadnej skazy oprócz jednej małej blizny, która znajdowała się na prawym policzku. Mogłam się tego spodziewać, na pewno ma ich więcej.
Usłyszałam śmiech, a potem prychnięcie.
-Przyszłaś tu po to aby tylko mnie obczaić czy w konkretnym celu? – powiedział zakładając ręce na piersi i przyciskając butem klatkę piersiową chłopaka, którego wcześniej bił, dlatego, że próbował się podnieść.
- Ja- ja-
- Tak, ty to już ustaliliśmy. Jedna zasada jeżeli chcesz grać twardzielkę – musisz nie pokazywać słabości- kończąc, lekko się obrócił, lecz zaraz znów się do mnie odwrócił – a no i przede wszystkim układać jakieś w miarę rozbudowane słowa lub przygotować wcześniej jakiś scenariusz, który nie kończy się na samym wstępie więc teraz jeśli pozwolisz ja wrócę do swojej roboty, a ty jak myślę jesteś nowa więc radziłbym ci się już oddalić jeśli nie chcesz mieć problemu. Ja zapomnę o tym co powiedziałaś do mnie, a ty już nie będziesz szarżować i będziemy kwita bo widocznie nie wiesz z kim rozmawiasz. – z tymi słowami, przestał już zwracać na mnie uwagę lecz na swoich koleżków, przywołując ich skinieniem głowy kierowane na przygwożdżonego jego butem chłopaka.
Nie. Nie dam się tak łatwo muszę pokazać, że nie może traktować tak mnie ani ludzi. Za kogo on się uważa. Jest przystojny, ale proszę was jest tak paskudny w środku, że można to wyczuć już po tym co powiedział. Nie wiem jak mógł te wszystkie dziewczyny poderwać. Nie pozwolę się tak traktować, nie jestem jedną z tych dziewczyn w jego gierce.
Kiedy widziałam jego plecy które się oddalały, krzyknęłam
-Tak, wiem z kim rozmawiam. Z wywyższającym się dupkiem, który uważa się za Boga, że może robić wszystko i wszystkich ustawiać jak w zegarku.
Najpierw padły spojrzenia na mnie jego kumpli, gdzie jeden z nich zdołałam usłyszeć powiedział do mojego celu słowa
- Justin, daj spokój, nie warto, zrobiliśmy swoje i teraz musimy to do kończyć w cichym miejscu.- uspokajał go.
Justin, a to tak ma na imię. Myślałam, że ma jakieś okropne imię, dlatego każdy na niego mówi On. W każdym razie, nie wiem czemu go uspokajał bo nie mogłam zobaczyć jego wyrazu twarzy lecz tylko byłam w stanie zobaczyć opadające lekko barki.
Mimo tego i tak będę ciągnąć dalej.
- Nie. Zostawcie chłopaka w spokoju i nic nie będziecie dokańczać. Nie uważacie, że to nie sprawiedliwe pięciu na jednego? I bez obrazy – zwróciłam się tym razem do okularnika – ale popatrzcie na jego budowę , a waszą. Nie dam traktować się jak reszta. Może niektórzy boją się Ciebie, ale nie ja, wiesz czemu? Bo nie masz prawa rządzić czymkolwiek i kimkolwiek, gdy jesteś po prostu zwykłym złamasem, Justin.- wraz z wypowiedzianym jego imieniem, wszyscy jak na zawołanie wciągnęli powietrze i nawet nie zdążyłam zauważyć jak odwraca się i kroczy w moją stronę tak jakby chciał mnie znieść z powierzchni ziemi. Jego kroki były takie głośne i ciężkie, że mogły przypominać te gdy w kreskówkach kroki jakieś postaci powodują dziury w podłodze. Teraz już nie jestem taka pewna czy aby na pewno żaden mężczyzna nie uderzy kobiety.
Na szczęście gdy był już prawie przy mnie, a ja szykowałam się pewną śmierć, swoim ciałem, zasłoniła mnie Amber mówiąc do niego
- Proszę Cię nic nie rób to moja znajoma, przepraszam za nią, ale jest nowa. Weźcie chłopaka, już wam ona nie będzie przeszkadzać. – powiedziała patrząc się błagalnie na niego.
Zatrzymał się przed nią patrząc się na cały czas na mnie.
- Chyba musisz wytłumaczyć parę spraw swojej znajomej jak to tutaj działa. Może w jej szkole było inaczej, ale nie tutaj, to moja szkoła i nie pozwolę by jakaś dziwka zachowywała się jakby było inaczej – powiedział warcząc.
- Dziwka? Chyba t– nie dokończyłam bo poczułam jak łokieć Amber uderza mnie w brzuch.
-Naprawdę, jeszcze raz przepraszam. Dzisiaj będzie miała wszystko wytłumaczone jak powinna się zachowywać.
Milczał, patrząc się na mnie z taką intensywnościach w oczach lecz tym razem nie dostrzegłam w nich mordu lecz coś czego nie mogłam pojąć.
Miałam wrażenie, że mijały minuty i godziny, a wciąż się na siebie patrzyliśmy. Na szczęście nasz kontakt wzrokowy przerwał brunet o zielonych oczach który wcześniej go uspokajał, widocznie to jego dobry przyjaciel.
-Chodźmy już. Nie będzie nam przeszkadzać, a czym my szybciej skończymy tym szybciej będziemy mogli się z tond urwać.- powiedział do niego trzymając rękę na jego barku co spowodowało, że czekoladowo Oki zwrócił wzrok na przyjaciela i po chwili już rzucił mi ostatnie spojrzenie mówiące mi, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie, a następnie szedł wolnym krokiem do reszty swojej bandy.
Zdziwiło mnie to, że chłopak, który przyszedł nam z pomocą nie szedł razem z nim tylko wciąż stał na tym samym miejscu, patrząc się na Amber z troską.
-Wszystko w porządku? – patrzył się dłuższą chwile na Amber, a potem na chwile zerkną na mnie.
- Tak wszystko okej- pokiwała głową z zamkniętymi oczami- idź do nich bo bardziej się zdenerwuję gdy będzie musiał na ciebie czekać – powiedziała cicho , otwierając oczy i patrząc się wszędzie byle nie na niego. Coś tu ewidentnie jest na rzeczy.
Chłopak chwile stał jakby chciał coś jeszcze powiedzieć ,lecz gdy zrozumiał, że nie uraczy go ani jednym spojrzeniem i nie ma sensu to odwrócił się idąc do kumpli.
Gdy znaleźli się za drzwiami stołówki to wszyscy odzyskali głos i możliwość poruszania się. W stołówce znów zapanowało życie, a ja stałam i zastanawiałam się gdzie ja do licha, wylądowałam.
- Co to do cholery było?
Dostrzegłam, że Amber cały czas patrz się na drzwi zamyślona i gdy powiedziała do mnie te zdania, wiedziałam, że mówi śmiertelnie poważnie.
- To są pewne kłopoty, a ty właśnie będziesz je mieć, dlatego musimy poważnie porozmawiać – odwróciła się do mnie ze smutkiem na twarzy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 5

Stałam przed drzwiami od domu, patrząc i czekając aż białe Audi odjedzie z mojego podjazdu, a gdy w końcu samochód wycofał i wjechał na drogę, odwróciłam się w stronę moich jasno brązowych drzwi z lakierowanego drewna, szukając w torebce która była jedną z tych bez dna, dlatego, że będę musiała otworzyć drzwi od domu, bo tata nie wrócił jeszcze z pracy. Gdy już miałam zacząć krzyczeć, że kolejny raz nie mogę znaleźć w tej przeklętej torbie nagle moje palce chwyciły pęk metalowych kluczy na których jest zawieszony różowy kudłaty breloczek w kształcie serca – mój tata nigdy nie umiał robić mi prezentów, nie dziwie się od prawie 11 lat żyje tylko z jedną kobietą pod dachem, czyli ze mną, pamiętam iż po tym prezencie sam uznał to za klapę, dlatego przelewa mi na konto pieniądze. Pomimo wszystko ten prezent uważam za uroczy i ważny dla mnie ,bo pokazuje mi, że mój jedyny nie zmienny mężczyzna w życiu, stara się dla mnie bym była szczęśliwa. Zawsze jak patrzę na tą maskotkę, wyobrażam sobie...