- Przepraszam, czy te słowa, które wyleciały z tych
twoich małych usteczek były skierowane do mnie? – powiedział z kpiną w głosie,
uśmiechając się przy tym, pokazują chyba najbardziej idealne zęby świata.
Stał tak blisko, że mogłam zobaczyć każdy detal jego
skóry. Dostrzegłam dwa maluteńkie pieprzyki – jeden który znajdował się
niedaleko jego pełnych i pięknych, jak dzieło sztuki ust, a drugi koło lewego
oka. Nie ma żadnej skazy oprócz jednej małej blizny, która znajdowała się na
prawym policzku. Mogłam się tego spodziewać, na pewno ma ich więcej.
Usłyszałam śmiech, a potem prychnięcie.
-Przyszłaś tu po to aby tylko mnie obczaić czy w
konkretnym celu? – powiedział zakładając ręce na piersi i przyciskając butem
klatkę piersiową chłopaka, którego wcześniej bił, dlatego, że próbował się
podnieść.
- Ja- ja-
- Tak, ty to już ustaliliśmy. Jedna zasada jeżeli chcesz
grać twardzielkę – musisz nie pokazywać słabości- kończąc, lekko się obrócił,
lecz zaraz znów się do mnie odwrócił – a no i przede wszystkim układać jakieś w
miarę rozbudowane słowa lub przygotować wcześniej jakiś scenariusz, który nie
kończy się na samym wstępie więc teraz jeśli pozwolisz ja wrócę do swojej
roboty, a ty jak myślę jesteś nowa więc radziłbym ci się już oddalić jeśli nie
chcesz mieć problemu. Ja zapomnę o tym co powiedziałaś do mnie, a ty już nie
będziesz szarżować i będziemy kwita bo widocznie nie wiesz z kim rozmawiasz. –
z tymi słowami, przestał już zwracać na mnie uwagę lecz na swoich koleżków,
przywołując ich skinieniem głowy kierowane na przygwożdżonego jego butem
chłopaka.
Nie. Nie dam się tak łatwo muszę pokazać, że nie
może traktować tak mnie ani ludzi. Za kogo on się uważa. Jest przystojny, ale
proszę was jest tak paskudny w środku, że można to wyczuć już po tym co
powiedział. Nie wiem jak mógł te wszystkie dziewczyny poderwać. Nie pozwolę się
tak traktować, nie jestem jedną z tych dziewczyn w jego gierce.
Kiedy widziałam jego plecy które się oddalały,
krzyknęłam
-Tak, wiem z kim rozmawiam. Z wywyższającym się
dupkiem, który uważa się za Boga, że może robić wszystko i wszystkich ustawiać
jak w zegarku.
Najpierw padły spojrzenia na mnie jego kumpli, gdzie
jeden z nich zdołałam usłyszeć powiedział do mojego celu słowa
- Justin, daj spokój, nie warto, zrobiliśmy swoje i
teraz musimy to do kończyć w cichym miejscu.- uspokajał go.
Justin, a to tak ma na imię. Myślałam, że ma jakieś
okropne imię, dlatego każdy na niego mówi On. W każdym razie, nie wiem czemu go
uspokajał bo nie mogłam zobaczyć jego wyrazu twarzy lecz tylko byłam w stanie
zobaczyć opadające lekko barki.
Mimo tego i tak będę ciągnąć dalej.
- Nie. Zostawcie chłopaka w spokoju i nic nie
będziecie dokańczać. Nie uważacie, że to nie sprawiedliwe pięciu na jednego? I
bez obrazy – zwróciłam się tym razem do okularnika – ale popatrzcie na jego
budowę , a waszą. Nie dam traktować się jak reszta. Może niektórzy boją się
Ciebie, ale nie ja, wiesz czemu? Bo nie masz prawa rządzić czymkolwiek i
kimkolwiek, gdy jesteś po prostu zwykłym złamasem, Justin.- wraz z
wypowiedzianym jego imieniem, wszyscy jak na zawołanie wciągnęli powietrze i
nawet nie zdążyłam zauważyć jak odwraca się i kroczy w moją stronę tak jakby
chciał mnie znieść z powierzchni ziemi. Jego kroki były takie głośne i ciężkie,
że mogły przypominać te gdy w kreskówkach kroki jakieś postaci powodują dziury
w podłodze. Teraz już nie jestem taka pewna czy aby na pewno żaden mężczyzna
nie uderzy kobiety.
Na szczęście gdy był już prawie przy mnie, a ja
szykowałam się pewną śmierć, swoim ciałem, zasłoniła mnie Amber mówiąc do niego
- Proszę Cię nic nie rób to moja znajoma, przepraszam
za nią, ale jest nowa. Weźcie chłopaka, już wam ona nie będzie przeszkadzać. –
powiedziała patrząc się błagalnie na niego.
Zatrzymał się przed nią patrząc się na cały czas na
mnie.
- Chyba musisz wytłumaczyć parę spraw swojej
znajomej jak to tutaj działa. Może w jej szkole było inaczej, ale nie tutaj, to
moja szkoła i nie pozwolę by jakaś dziwka zachowywała się jakby było inaczej –
powiedział warcząc.
- Dziwka? Chyba t– nie dokończyłam bo poczułam jak
łokieć Amber uderza mnie w brzuch.
-Naprawdę, jeszcze raz przepraszam. Dzisiaj będzie
miała wszystko wytłumaczone jak powinna się zachowywać.
Milczał, patrząc się na mnie z taką intensywnościach
w oczach lecz tym razem nie dostrzegłam w nich mordu lecz coś czego nie mogłam
pojąć.
Miałam wrażenie, że mijały minuty i godziny, a wciąż
się na siebie patrzyliśmy. Na szczęście nasz kontakt wzrokowy przerwał brunet o
zielonych oczach który wcześniej go uspokajał, widocznie to jego dobry
przyjaciel.
-Chodźmy już. Nie będzie nam przeszkadzać, a czym my
szybciej skończymy tym szybciej będziemy mogli się z tond urwać.- powiedział do
niego trzymając rękę na jego barku co spowodowało, że czekoladowo Oki zwrócił
wzrok na przyjaciela i po chwili już rzucił mi ostatnie spojrzenie mówiące mi,
że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie, a następnie szedł wolnym krokiem do
reszty swojej bandy.
Zdziwiło mnie to, że chłopak, który przyszedł nam z
pomocą nie szedł razem z nim tylko wciąż stał na tym samym miejscu, patrząc się
na Amber z troską.
-Wszystko w porządku? – patrzył się dłuższą chwile
na Amber, a potem na chwile zerkną na mnie.
- Tak wszystko okej- pokiwała głową z zamkniętymi
oczami- idź do nich bo bardziej się zdenerwuję gdy będzie musiał na ciebie
czekać – powiedziała cicho , otwierając oczy i patrząc się wszędzie byle nie na
niego. Coś tu ewidentnie jest na rzeczy.
Chłopak chwile stał jakby chciał coś jeszcze
powiedzieć ,lecz gdy zrozumiał, że nie uraczy go ani jednym spojrzeniem i nie
ma sensu to odwrócił się idąc do kumpli.
Gdy znaleźli się za drzwiami stołówki to wszyscy
odzyskali głos i możliwość poruszania się. W stołówce znów zapanowało życie, a
ja stałam i zastanawiałam się gdzie ja do licha, wylądowałam.
- Co to do cholery było?
Dostrzegłam, że Amber cały czas patrz się na drzwi
zamyślona i gdy powiedziała do mnie te zdania, wiedziałam, że mówi śmiertelnie
poważnie.
- To są pewne kłopoty, a ty właśnie będziesz je
mieć, dlatego musimy poważnie porozmawiać – odwróciła się do mnie ze smutkiem
na twarzy.
Komentarze
Prześlij komentarz