Przejdź do głównej zawartości

Rozdział 5

Stałam przed drzwiami od domu, patrząc i czekając aż białe Audi odjedzie z mojego podjazdu, a gdy w końcu samochód wycofał i wjechał na drogę, odwróciłam się w stronę moich jasno brązowych drzwi z lakierowanego drewna, szukając w torebce która była jedną z tych bez dna, dlatego, że będę musiała otworzyć drzwi od domu, bo tata nie wrócił jeszcze z pracy.
Gdy już miałam zacząć krzyczeć, że kolejny raz nie mogę znaleźć w tej przeklętej torbie nagle moje palce chwyciły pęk metalowych kluczy na których jest zawieszony różowy kudłaty breloczek w kształcie serca – mój tata nigdy nie umiał robić mi prezentów, nie dziwie się od prawie 11 lat żyje tylko z jedną kobietą pod dachem, czyli ze mną, pamiętam iż po tym prezencie sam uznał to za klapę, dlatego przelewa mi na konto pieniądze. Pomimo wszystko ten prezent uważam za uroczy i ważny dla mnie ,bo pokazuje mi, że mój jedyny nie zmienny mężczyzna w życiu, stara się dla mnie bym była szczęśliwa. Zawsze jak patrzę na tą maskotkę, wyobrażam sobie, jak 40 latek chodzi samotnie po dziale kobiecym poszukując czegoś, nie dla jednej kobiety na taki widok, zmiękło serce. Szkoda, że moja matka pijaczka nie mogła tego w nim dostrzec – jakim jest najwspanialszym i oddanym facetem. Westchnęłam zrezygnowanie, przestając patrzeć się na serduszko trzymane wraz z kępkiem kluczy w mojej drobnej ręce.
 Włożyłam klucze do miejsca gdzie powinny się znaleźć i wciąż rozmyślając o swoim życiu, przekręciłam je dwa razy, co spowodowało, że drzwi ustąpiły gładko. Zrobiłam dwa kroki, a zaraz po tym nie odwracając się nawet zamknęłam drzwi, ale nie na klucz bo wiedziałam, że mój tata zaraz wróci, a skoro jestem w domu, to przecież nikt nie będzie mógł się włamać, bo to usłyszę.
Nie wiem jak wy, ale nie zdejmuje butów, ani kurki – w ogóle niczego w przed pokoju. Mam wieszaki, szafę i kanapę potrzebne do niego, ale są one raczej na potrzebę gości, których jeszcze nie mieliśmy okazji mieć. W każdym razie, kroczę powoli pozbywając się lekkiej narzuty i torby z ramienia idąc na piętro po schodach do mojego pokoju. Piętro tego domu okupuje tylko ja. Mój tata chciał, abym miała więcej prywatności, bo jak to nazwał ,,jestem młodą dojrzewającą kobietą”. Po prostu nie chciał, abym po nocy paplała mu, gadając z kimś przez telefon, kiedy on by szedł spać. Rodzice tak mają – wmawiają nam coś innego jakimiś ,,dorosłymi” słowami, aby wyszło po ich myśli. Idę dosyć wąskim, ale nie za wąskim korytarzem, który razem w szerz pomieścił by z trzy? Osoby.
Kiedy znajduje się przy moich drzwiach do których musiałam przejść cały korytarz bo znajdują się na samym końcu, otwieram drzwi – zaraz je zamykając jednym ruchem nogi. Nienawidzę mieć otwartych drzwi do pokoju i może wam się teraz wydawać się dziwne co zaraz powiem, ale każdy ma różne dziwactwa – Czuję się wtedy tak jakbym nie panowała nad moim światem. Każdy może wchodzić, patrzeć, obserwować i sam decydować, to tak jakbym negliżowała się przed wszystkimi. Wiem, wiem, dziwne, już samo porównywania pokoju do świata, ale czy tak nie jest? Nasze pokoje widzą i słyszą więcej niż kto ktokolwiek, bijemy się tu z myślami, uczuciami i innymi uczuciami które w nas siedzą.
Gadając sobie z wami w myślach, zdążyłam już zdjąć buty, rzucić torbę gdzieś w kąt. Zaczęłam zdejmować już koszule, a po niej spodnie. Kolejny przykład do tego co mówiłam – więcej razy mój własny pokój, widział mnie w bieliźnie, a niżeli jakikolwiek chłopak. Zaśmiałam się tego do siebie. Smutna prawda, ale dobrze mi z tym. Nie próbuje, ani nigdy nie próbowałam szukać go na siłę. Lepiej mieć chłopaka w którym rzeczywiście się zakochamy aniżeli takiego do którego czujemy tylko fizyczny popęd – jeżeli wiecie o co mi chodzi.
-fiu, fiuu…
O w mordę. Ten głos. Powinnam zostać w miejscu czy się odwrócić? Może mam jakieś urojenia, bo przecież jak mógł tu wejść skoro drzwi były zamknięte – sama je otwierałam kluczem.
-Nie przeszkadzają mi tylnie widoki, ale skoro już jesteś tak rozebrana ,to nie bądź taka i daj popatrzeć na przednie. – powiedział cwaniacko. Gdy cały czas stałam tyłem i nadal nie mogłam uwierzyć, znów do mnie powiedział, ale już gorszym tonem. – Poza tym nie lubię gdy ktoś mnie ignoruje, nie uważasz, że już i tak masz wystarczające problemy, żeby robić sobie następne?
Co za dupek. Wkrada mi się do domu nie wiadomo za jaką cholerę i jak to zrobił to jeszcze ma czelność mi grozić.
Gdy poczułam nagły zapach dymu papierosowego, zapomniałam jak jestem roznegliżowana i odwróciłam się w jego stronę. Wszystko jasne – ten dym papierosowy pochodził z jego peta, którego trzymał w lewej ręce między dwoma palcami i stojąc opartym jednym biodrem o moją komodę koło drzwi, dlatego go nie widziałam – drzwi go zasłaniały gdy je otwierałam, bo otwierają się do wewnątrz pokoju. Biorąc papierosa na kilka sekund do ust przetrzymał go trochę dłużej w ustach, a następnie wydmuchując go tak jakby było, to równie dobrze, tak, jak wydmuchiwanie tlenu.
Moją uwagę przykuło, to, to, że nie miał na sobie kurtki i zobaczyłam co kryło się pod nią, a kryło się jak widać dużo – ręce pełne w różnych tatuażach, które tworzyły na moje oko jakby rękaw. Wszystkie pasowały do siebie idealnie tak jakby się z nimi urodził. Zastanawiające jest to, gdzie byli jego rodzice w czasie kiedy je robił. No chyba, że rzeczywiście się z nimi urodził bo jak patrzę na jego cało kształt mam wrażenie, że Bóg dokonał jakiś nowych cudów, ale dał dobry przykład do stwierdzenia ,,Aby coś zyskać musisz coś stracić” i on właśnie stracił dobre wychowanie i maniery.
-I od razu lepiej. Zmieniam zdanie, lepsze są przednie widoki. – popatrzył się na mnie, a zaraz później znów wrócił do oglądania zdjęcia w ramce które trzymał. Pamiętam je bardzo dokładnie. Były to nasze pierwsze wspólne wakacje bez tej dziwki, którą mam w dowodach jako rodzicielka. Tata zabrał mnie wtedy do Meksyku. Było bardzo zabawnie, nie czułam się jak wszystkie inne dziewczynki w moim wieku. Siedzieliśmy razem przy stole, razem popijając udawane przez nas tajemnicze mikstury dawnych meksykańskich przodków, ale wiem do dzisiaj, że był to tylko kolorowy sok zrobiony przez szefa kuchni – zmieszał kilkanaście soków o różnych kolorach nazywając w menu to jakąś dziwną nazwą. Śmialiśmy się, wymyślając różne historię tego soku, aż w pełnym momencie pewna grupka meksykanów siedząca zaraz obok, usłyszała nasze historię i się do nas przyłączyli – wymyślając z nami. Rozmawialiśmy też o wielu innych dziwnych rzeczach tak jakbyśmy byli wielką rodziną, która się po wiekach odnalazła - a poznaliśmy się dosłownie kilka sekund temu. Każdego z nich pamiętam - zachwyciły moje wielkie niebieskie oczy, które były na mojej bladej twarzy. Stąd wzięło się przezwisko, które wymyślili mi wtedy nowo poznani przyjaciele, a mój tata używa go do dzisiaj w ważnych chwilach takich jak była dla nas wtedy – muñequita. Może przezwisko nie jest samo w sobie jakieś słodkie, czy symbol – laleczki -  też nie jest przez wielu dobrze kojarzony, ale dla mnie jest najwspanialszym słowem na świcie. Przywołuje ono we mnie tamten dzień, tamte wakacje – dzięki którym wiedziałam, że możemy razem sami sobie poradzić – nie ważne od miejsca. Razem tworzymy jedyny w sowim rodzaju team. No wiec tak powstało zdjęcie na którym siedzę na kolanach taty – na samym przodzie trzymając w górze magiczną miksturę- tak jak banda meksykanów po naszych obu stronach. Poczułam łzy wzruszenia w oczach na to wspomnienie. Pociągnęłam nosem co wywołało u mojego włamywacza odwrócenie wzroku od zdjęcia i ponowne spojrzenie na mnie. Na jego twarzy malowało się zdziwienie. Nie dziwie się. Odwróciłam się i nagle zaczęłam płakać. Może pomyślał, że jego słowa wcześniejsze wywołały taką reakcję – co by było bardzo dziwne.
Wkurzona na siebie, że zamiast coś zrobić, to ja, stoję jak głupi słup soli, dając mu na pewno satysfakcje moją reakcją. Dłużej jej mu nie dam, ale kiedy zorientowałam się, że moje rzeczy, które mam w zwyczaju nosić po domu są zamknięte w komodzie o którą opiera się ten wielki pajac – moja pewność siebie zmalała.
Nie mam nic innego do wyboru, bo przecież nie mogę tak stać w samej bieliźnie. Ruszyłam do komody udając pewność siebie i brak strachu – czasami, niektórzy dają się nabrać. Chyba u mnie to nie wyszło, dlatego, że gdy ruszyłam z podniesioną głową i obojętną miną po jakiś 2 sekundach znajdując się przy komodzie – oderwał wzrok od zdjęcia i  jego oczy śmiały się tak samo jak usta. Widać było, że próbował się nie roześmiać, ale ja nadal udawałam zobojętnienie.
Chwyciłam pierwsze lepsze rzeczy z górnej szuflady i popędziłam do łazienki się ubrać. Jego wzrok odprowadzał mnie do łazienki.
- Jak wrócę ma Cię tu już nie być! – rzuciłam wściekła, nie racząc go przy tym ani jednym spojrzeniem.
Zamknęłam drzwi. Oparłam się o nie wypuszczając przy tym powietrze, które okazało się, że wstrzymywałam cały czas. Nigdy więcej. Będę musiała poprosić tatę o jakieś bezpieczne drzwi balkonowe. Tylko pytanie jak ja mu wytłumaczę dlaczego? Nie powiem mu : ,, No bo włamał mi się do pokoju chyba najbardziej nie bezpieczny chłopak w liceum i na planecie, prawdopodobnie właśnie przez balkon” . Nie. To odpada kategorycznie.
Uspokoiłam się i spojrzałam na ubrania które chwyciłam przez moje roztargnienie – różowa piżama w niebieskie słoniki. Zaraz chyba się zastrzelę, to nie są ubrania które miałam wziąć. Widocznie otworzyłam złą szufladę i za nim spytacie co w ogóle u mnie robią jeszcze takie rzeczy – mam sentyment do różnych przedmiotów i ubrań. Nie wyrosłam jeszcze z tego piżamowego kompletu, ale nie będę kłamać – jest trochę skąpa teraz. W takim tempie gdzie sprawy będą miały taki obród – niedługo zejdę albo mi wszystkie włosy wypadną, a tego bym sobie oszczędziła dlatego, że mam ich już i tak mało.
Zaczęłam się ubierać. Nic już przecież nie zrobię – wystarczy tylko się teraz modlić, aby na pewno wyszedł, tak jak mu kazałam. Chociaż w to wątpię, bo przecież, dlaczego miałby mnie słuchać po tym, jak pyskowałam mu na stołówce. Powinnam się cieszyć, że nie zabił mnie od razu gdy przekroczyłam progu pokoju. Nie umiem trzymać języka za zębami.
Gdy się ubrałam, popatrzyłam w lustro. Myślałam, że jedyny problemem będzie, to, że jest za skąpa, ale okazuję się, że największym jest to iż wyglądam jak lamus. Dobra walić to. Na pewno wyszedł, przecież miał wystarczająco czasu aby wyjść.
Zanim otworzyłam drzwi od łazienki wzięłam 10 oddechów licząc przy tym do równej oddechów liczby. Wyszłam z łazienki z zamkniętymi oczami, modląc się w duchu, aby wyszedł. Otworzyłam oczy zaraz po tym gdy zrobiłam kroki, wyobrażając sobie pusty pokój, myśląc, że coś mi to da. A jednak działa – wyszedł, nie ma go na moim łóżku ani przy komodzie.
Ucieszona, uśmiechnęłam się zadowolona stawiając kolejny krok. Kolejny krok który w połowie robienia go spowodował, że zostałam przyciśnięta twarzą do ściany. Od razu po tym poczułam za sobą gorące ciało i coś metalowego przyciskającego do mojej głowy. Czy to jest pistolet? I mogłam się spodziewać, że jednak nie wyjdzie.
-Ostatni raz powiem Ci jak masz się zachowywać – jego oddech muskał mój kark, wysyłają dreszczyk do mojego ciała. – Nie będziesz się w trącać nie w swoje sprawy – zbliżył usta do mojego ucha, mówiąc- lekko je muskając. – Nie będziesz okazywać mi braku szacunku ani w szkole, ani po za nią – zmienił prawe ucho na lewe. -Mam nadzieję, że twoja mała przyjaciółeczka wyjaśniła Ci wszystko – przycisną metalową rzecz bardziej do mojej czaszki, która obstawiam, że była bronią. – Ja żądzę w szkole i po za nią – nie jacyś nic nie znaczące osoby. Nie pozwolę aby jakaś nowa blond suka, próbowała mnie poniżać, wchodzić buciorami do mojego biznesu ani tym bardziej zmieniać zasady, które panują i wszyscy je znają. – swoją twarz przybliżył do mojej, przyciśniętej bokiem do ściany tak, abym widziała go  – Rozumiemy się, kochanie?- Popatrz się w moje oczy, a ja swoje otworzyłam.
-Nie.
Kurwa. Powiedziałam to. Nie miało to wyjść z moich ust. Zaraz pociągnie za spust, zaraz pociągnie za spust…
Patrzył się na mnie zdzwiony. Jego wzrok nie odwracał się od moich oczu, myśląc nad czymś intensywnie i szukając w nich odpowiedzi. Długo tak staliśmy, a ja każdą sekundę przeżywałam tak jakby zaraz miał mnie zabić tym czymś przylepionym do tyłu mojej głowy. Jeżeli mam już umrzeć, to chyba każdy chciałby zginąć szanowany. Zamknęłam oczy, biorąc szybkie oddechy.
Cichy śmiech rozbrzmiał koło mnie. Pistolet przestał już napierać na moją czaszkę, a ciała które mnie przyciskało ustąpiło. Otworzyłam oczy, nie wierząc, że żyję. Odwróciłam się gdy słyszałam oddalające się kroki.
- I to tyle?
Nie zatrzymał się na moje słowa tylko szedł dalej, wychodząc na balkon. Poszłam za nim, zdzwiona, że odpuścił. Przecież nikt normalny nie zadawałby sobie trudu aby wejść po balkonie do czyjegoś domu, przy okazji zaliczając też włamanie i grożenie bronią, tylko po to.
-Hej! Też nie lubię być ignorowana. – Krzyknęłam do niego, a on gdy miał już jedną nogę za progiem balkony skierował wzrok ku mnie. Jego wyraz twarzy wskazywał na to abym kontynuowała. – Nie chcesz mi nic więcej powiedzieć? – nic nie powiedział. – Nie chcesz mnie zastraszyć abym cię posłuchała? – nadal nic. Ciągnęłam dalej chociaż wiedziałam, że może przysunę tym mu jakiś pomysł. – Nie chcesz mnie zabić? – te pytanie zadałam już podejrzliwym i bardzo cichym, prawie nie słyszalnym, głosem.
- Po co?
To pytanie zbiło mnie z tropu. Mam wrażenie, że ludzie z tą myślą jakoś inaczej. Tym bardziej on.
-Myślałam, że jesteś zły. Wszyscy się ciebie boją. Należysz do gangu. Okazałam ci brak szacunku i uległości. Mam dalej wymieniać? Sprzeciwiłam się temu co powiedziałeś. – Popatrzyłam się na niego jak na idiotę, a on wyciągną kolejnego papierosa, odpalając go. Schował zapalniczkę i oparł jedną wolną rękę o barierkę.
-Nie musisz. – Wydmuchał dym nikotynowy w górę.
-No więc czemu?
-Udajesz wielką twardzielkę. – patrzył się na mnie przenikliwie. Zmienił już swój wyraz twarzy z radosną na poważną.
-Udajesz, że nie ruszają cię moje słowa, moje gesty, ani ja sam. Udajesz to wszystko, boisz się przyznać, że jest inaczej więc sprzeciwiasz się temu – mnie. Myślisz, że takimi słowami coś zmienisz – w sobie, we mnie i otoczeniu, którym jesteś. Nie możesz się pogodzić z niektórymi rzeczami takie jakie już są. Więc skoro nadal chcesz brnąć w to kłamstwo, to cię nie zatrzymuję.
Stałam zdziwiona tymi słowami, nie rozumiejąc o co chodzi. W dmuchał swoje płuca kolejną porcję nikotyny, zaraz ją wypuszczając.
-Wywołałaś sobie wojnę. Zobaczymy jak długo pociągniesz grając, bo w przeciwieństwie do ciebie – ja nie gram i będę umiał sobie poradzić. Zadaj sobie jedno pytanie; Czy będziesz ty też mogła rzeczywiście sobie z tym poradzić? Przemyśl to i czekam na twoje przeprosiny wtedy może się ulituję i odwołam moje słowa co do wojny.
I już go nie było.

Komentarze